iPhone 16e już od 2609 zł. Więcej informacji.

Case Study - W zerówce z iPadem

Na uczniów mówię: moje dzieci szkolne

To może być początek przygody. W nauczaniu wczesnoszkolnym najlepiej zacząć jak najwcześniej. Z nauką języka technologii jest bowiem jak z nauką języka obcego – Sara Boryń mówi o najlepszym czasie na wdrożenie urządzeń mobilnych do nauczania. W SP nr 39 w Gdańsku faktycznie odbywa się to wcześnie. Przygodę z iPadem, także podczas lekcji języka angielskiego, Sara zaczynała z maluchami w oddziale przedszkolnym. W kolejnym roku szkolnym z tymi samymi dziećmi podjęła się realizacji nowoczesnej edukacji wczesnoszkolnej i prowadzenia klubu kodowania.

Na uczniów mówię: moje dzieci szkolne

Twoi uczniowie są w drugiej klasie i pracują z urządzeniami mobilnymi iPad. Jesteś dumna?

Pedagogiem jestem od 7 lat, od 3 lat w SP nr 39. Pracowałam z różnymi grupami wiekowymi – od przedszkolaków po ósmą klasę. Kiedy dowiedziałam się, że z moją grupą zerówkową przechodzę do pierwszej klasy, byłam przekonana, że to będzie prawdziwe wyzwanie. Chociaż już w przedszkolu dzieci miały styczność z urządzeniem iPad, rok później kontynuowałam przygodę z technologią. Dziś uważam, że wygrałam los na loterii. To bystre, zaangażowane maluchy. Postępy widać codziennie, aż chce się chodzić do pracy. Kiedyś było niewyobrażalne, by dziecko w zerówce posługiwało się telefonem. Teraz to norma. Nie ma co demonizować technologii i wmawiać, że jest zła. Jest w porządku. Tylko ważne, by korzystać z niej z głową: pokazać, że urządzenie nie służy tylko do zabawy czy nauki i umiejętnie prowadzić proces edukacji. Dla przedszkolaków iPad jest bardziej intuicyjnym narzędziem niż komputer.

Na uczniów mówię: moje dzieci szkolne

Wprowadzenie nauczania z wykorzystaniem iPada sprawdziło się?

Tak, to był strzał w dziesiątkę. W oddziale przedszkolnym miałam 25 maluszków, z których większość nie potrafiła czytać. Dlatego zapoznanie się z iPadem odbyło się na zasadzie klikania tego, co wskażę na urządzeniu. Niektóre maluchy znały je tylko z grania, innym rodzice nie pozwalali nawet dotykać. Za to w klasie dzieci miały pierwszy kontakt z aplikacjami edukacyjnymi. Oprócz wychowawstwa, moim zadaniem było uczenie dzieci języka angielskiego. Nigdy wcześniej nie korzystałam z tak dobrego narzędzia. iPad ma bowiem ekran większy od fiszek językowych z wydawnictw. Co robiłam? Uruchamiałam quiz obrazkowy i pozwalałam zaznaczać palcem poprawną odpowiedź tym, którzy się zgłosili. Mogłam odtworzyć muzykę i w tym samym czasie tańczyć z dziećmi. Dzięki nauce przez zabawę na iPadzie moje dzieci w ubiegłym roku pozytywnie wyróżniali się na tle rówieśników pod względem pisowni słów, z którymi opatrzyli się na ekranie.

Jak wyglądało nauczanie ekranowe w ubiegłym roku szkolnym?

Przede wszystkim pierwszą klasę rozpoczęło 17 uczniów, skończyło 21 (doszły dzieci z Ukrainy). Jeszcze bardziej przybliżyłam im świat technologii. Z początku pracowali na współdzielonych urządzeniach mobilnych w 3-, 4-osobowych grupach. Później z iPada korzystało dwoje uczniów. Czego dzieci nauczyły się? Jak włączyć urządzenie, odpalić aplikacje, rozwiązać test obrazkowy i udostępnić ekran na tablicy interaktywnej, by inni widzieli efekt końcowy.

Saro, jakie aplikacje włączyłaś do modelu nauczania?

W pierwszym semestrze pracowałam metodą udostępniania ekranu swojego urządzenia na tablicy interaktywnej. Pokazywałam uczniom aplikacje i to, jak się z nich korzysta. Chętni podchodzili do urządzenia, by rozwiązać zadania, których rezultat mogliśmy wspólnie analizować na tablicy. Początki były wymagające, ale rozwijające dla uczniów i dla mnie. Zależało mi na zorganizowaniu zajęć w taki sposób, by dzieci obsługiwały urządzenia możliwie najbardziej samodzielnie. Nierealne? Otóż nie – to da się zrobić. To była inwestycja w naukę przez działanie. Na pierwsze poważne zadania przyszedł czas dopiero wtedy, gdy dzieci umiały płynnie czytać. Z aplikacji Klasa zaczęliśmy korzystać po majówce, gdy byłam pewna, że dadzą sobie radę.

Przez cały rok prowadziłam zajęcia dodatkowe z kodowania. Były skierowane do pierwszoklasistów. Odzew był ogromny! Musiałam utworzyć dwie dodatkowe grupy. Co robiliśmy? Poznaliśmy aplikacje Genially i ScratchJr. Z drugiej aplikacji uczniowie najchętniej korzystaliby na okrągło. Podczas festynu szkolnego do naszego stolika kodowania podchodzili uczniowie ze starszych klas. Moje maluchy były niesamowicie dumne z własnych umiejętności. Też byłam z nich dumna, z ich ogromnego potencjału. Od września będziemy kontynuować naukę z aplikacją do programowania na urządzeniach iPad.

Na uczniów mówię: moje dzieci szkolne

Podasz inne przykłady appek, z których korzystasz?

Z aplikacją Pages, jej podstawowymi funkcjami, pierwszoklasiści mogli zapoznać się na matematyce. Moim zadaniem jest realizowanie podstawy programowej, a nie podręcznika. Dlatego nie ograniczałam się do zadań w książce lub ćwiczeniach. Dzięki temu moje dzieci potrafią więcej. Przez aplikację Klasa udostępniałam im karty z kodowaniem, zadania typu „pokoloruj wynik według kodu”. Pracowali w parach. Gdy znali wynik działania, zgłaszali się, klikali w odpowiedni kolor i zaznaczali odpowiedź. Ekran był udostępniony na tablicy multimedialnej. To ważne, bo w zabawie uczymy się najwięcej.

Lektury też zaczęłam omawiać w nowoczesny sposób, by zachęcić dzieci do czytania. Przy „Plastusiowym pamiętniku” Marii Kownackiej sięgnęłam po aplikację Toontastic 3D. To dopiero był hit! Na iPadzie uczniowie rysowali Plastusia, wymyślali nowe przygody i robili animacje. Pracowali w parach lub 3-osobowych zespołach. Po skończonym zadaniu prezentowali efekt, udostępniając ekran na tablicy multimedialnej. Nie było odpytywania, za to nauka i zabawa.

Gdy zbliżał się koniec roku szkolnego, dzieci już doskonale czytały i pisały. Przy drugiej lekturze postanowiłam podnieść poprzeczkę. Ponownie włączyliśmy aplikację Pages, ale wykonywaliśmy bardziej zaawansowane zadania z użyciem narzędzia pencil. Przerabialiśmy wówczas „Pamiętnik Czarnego Noska” Janiny Porazińskiej. Na środku ekranu uczniowie mieli rysunek misia. Dookoła wspólnie wpisywaliśmy wydarzenia, czyli przygody Czarnego Noska. Następnie każdy przepisał do zeszytu okejowego 6 wybranych punktów i rozwiązał quiz w Wordwallu w parze. Uczniowie kochają grywalizować.

Na lekcjach muzyki i przerwach włączam aplikację GarageBand. To niesamowite narzędzie, dzięki któremu mogę pokazać, czym różni się dźwięk kontrabasu od skrzypiec, fortepianu od pianina. Nawet zabierając uczniów do filharmonii, nie osiągnę takiego efektu! Omawiając przykładowo instrumenty smyczkowe, odpalam GarageBand i każdy przez minutę gra na instrumentach na iPadzie. Czas odmierza piasek przesypujący się w klepsydrze.

Z tego, co mówisz, iPad dobrze sprawdza się w klasie.

Owszem, tyle że nie ograniczam się do pracy w klasie! Już w zerówce wiosną zabieraliśmy urządzenie wyposażone w aplikację Seek by iNaturalist i wychodziliśmy na zewnątrz. Do teraz, jeżeli dzieci znajdą interesujący element przyrody, np. żuczka, kwiatka, motylka, robią zdjęcie, a aplikacja podaje nazwę, rząd, grupę i garść informacji. Niegdyś ciekawiła ich tylko ilustracja i nazwa. Teraz otwierają kartę i sprawdzają, gdzie występuje żuczek, co je, czy gryzie itd. Odkąd odkryli, że w aplikacji zbiera się odznaki, iPad musi jechać na każdą wycieczkę. Wiosną po boisku szkolnym dzieci biegają także z lupami. To lekcja przyrody ciekawsza od lektury podręcznika.

Od zawsze byłaś fanką technologii?

Jestem nauczycielką nowej generacji. Uwielbiam grafikę komputerową, moje dzieci znają skróty klawiszowe. Od zawsze miałam zamiłowanie do technologii. Gdy pojawiła się informacja o zakupie iPadów przez szkołę, stałam pierwsza w kolejce po urządzenie.

To znaczy, że już wszystko wiedziałaś?

Nie, mieliśmy szkolenia z trenerami z firmy iSpot. Omawiali zastosowanie aplikacji, pokazali jak rysować za pomocą rysika (pencil), jak udostępniać ekran na tablicy interaktywnej. Byłam w siódmym niebie! Z resztą udostępnianie ekranu iPada uważam za najlepsze. Bo każdy może zobaczyć, co zrobili inni bez wstawania z ławki i chaosu. Dla nas, szkoły uczącej się (SUS), dodatkowym bonusem jest łatwość we wzajemnym nagradzaniu się uśmiechniętymi emotikonami, kciukami. To zgodne z ocenianiem kształtującym.

Na uczniów mówię: moje dzieci szkolne

Masz wrażenie, że iPad zmienia dzieci?

Dzięki pracy w parach lub kilkuosobowych zespołach uczniowie są bardziej zżyci i chętni do pomocy, empatyczni. Nie tylko „moje dzieci”, ale i uczniowie z innych klas, którzy przychodzą na zajęcia z kodowania.

Zauważasz gros zalet nauczania ekranowego, a widzisz wady?

Odpowiem tak: gdy poznajemy cyfry lub litery, uczymy się kreślić je w powietrzu lub na plecach kolegi, koleżanki. Robię to, by wykształcić u uczniów odpowiedni ruch nadgarstka. Z jaką ekscytacją dzieci kreśliły te same znaki palcem po ekranie iPada, tym razem faktycznie widząc rezultat!

Gdy dzieci próbowały opanować umiejętność korzystania z rysików, pojawiły się prośby o iPada do użytku na przerwach. Wówczas jeden rysował kalambury, reszta zgadywała. Rysowanie palcem po ekranie sprawdziło się tymczasem, gdy do klasy dołączyli uczniowie z Ukrainy, a tłumacz nie dawał pełnego zrozumienia. Pomogło rysowanie! Natomiast podczas nauczania hybrydowego, gdy część dzieci była w klasie, a część w domach na kwarantannie, iPady „siedziały” w ławkach. Dzięki temu nieobecni widzieli tablicę i klasę w komunikatorze. Mieli poczucie, że są na miejscu i byli bardzo zadowoleni.

Twoje plany na kolejny rok szkolny?

Na pewno będę kontynuować przygodę z kodowaniem, tylko teraz z aplikacją Scratch i elementami Swift Playgrounds. Uważam, że uczniowie są już na to gotowi. Marzę, by w szkole pojawiły się klocki Lego do programowania, które świetnie współgrają z iPadem za pośrednictwem aplikacji Mindstorms. Będziemy kontynuować to, co już zaczęliśmy, ale na wyższym poziomie trudności, np. nagrywanie filmów.

Dbasz, by uczniowie zwiększali kompetencje, a sama masz potrzebę rozwoju?

W zasadzie jestem samoukiem, jeśli chodzi o programowanie. Pomaga mi ogólnopolski program „Uczymy Dzieci Programować” (UDP). Co znajduję w sieci, czytam i testuję. Marzę o specjalistycznym szkoleniu. Mam nadzieję, że moja nauka przyniesienie korzyści uczniom. W porównaniu z nauczycielami konkretnych przedmiotów, w nauczaniu wczesnoszkolnym mam sporą dowolność w doborze narzędzi i metod. Przecież cały dzień spędzam z tymi samymi dziećmi. Nawet nie są świadome, gdy na iPadzie uczymy się już czegoś nowego. Chyba nigdy nie przestanę czerpać ogromnej satysfakcji z nauczania w młodszych klasach.

Dziękujemy za rozmowę.

Ładuję...